Dawid Pacha

Kwiecień, 2009

Recesja daje w kość ale nie zmienia obrazu. Wydatki na social media nie spadną

Dokładnie rok temu badacze z instytut Forrester Research zapytali interaktywnych marketerów czy zamierzają nadal inwestować w aplikacje związane z social media pomimo nadchodzącej recesji.

Sondaż z kwietnia 2008 roku

Sondaż z 2008

Dzisiaj nie ma już poczucia, że recesja dopiero nadchodzi. Już jest i raczej nigdzie się nie wybiera. Budżety na marketing w prawie każdej firmie zostały obcięte o ponad 50%. Czy w tych warunkach ich nastawienie uległo zmianie? Czy nadal zamierzają zwiększać budżet na social media?

Badania z grudnia 2008 roku, opublikowane w raporcie Jeremiah’a K. Owyang’a 16 marca 2009.

Wyniki są mniej optymistyczne ale nie pesymistyczne. Firmy kładą nacisk na weryfikowalne wyniki działań marketingowych przy jednoczesnym zmniejszeniu budżetów. Dlaczego w takim razie wydatki na social media nadal będą wzrastać? Właśnie dlatego. Narzędzia (choć nie lubię tego słowa w tym kontekście) social media są tanie, efektywne i mierzalne. Niejednokrotnie słyszałem o tym, że firmy muszą „ciąć na marketingu;)” bo to i tak się nie przekłada na sprzedaż. Marketing w social media z początkowo wielkiego eksperymentu dla marek stał się poważnym elementem kampanii promocyjnych, które muszą być mierzone w „real time”. Miara to klucz. Podczas nieustannych korekt budżetowych, trzeba wiedzieć gdzie i co ciąć.

Na rynku pojawiają się zaawansowane narzędzia pozwalające dokładnie zmierzyć ilość wzmianek o naszej marce, konwersacje, opinie. Znamy doskonale takie narzędzia jak Technorati, Google Blog Search czy ostatnio popularne wyszukiwanie w mikroblogach search.twitter.com itp. Coraz więcej pojawia się płatnych, komercyjnych produktów. Buzzlogic Biz360, czy Factiva i wiele wiele innych. Ale uwaga ten trend dochodzi do Polski. Firma Netsprint startuje z własnym rozwiązaniem o nazwie News Point. Rozwiązanie ponoć sprawdziło się w Norwegii. Monitoring mediów internetowych staje się niezbędnym narzędzi marek, które chcą wiedzieć co mówią ich klienci.

Marzec, 2009

Jennifer Aniston i John Mayer rozstają się z powodu Twittera

John Mayer i Jen AnistonStało się. O amerykańskim serwisie mikrobloggingowym (odpowiednik polskiego blipa, pingera, itp.) piszą już nie tylko serwisy z branży technologicznej i marketingowej ale również media plotkarskie! Dlaczego?

John Mayer, mój ulubiony male singer USA młodego pokolenia, jest aktywnym użytkownikiem Twittera. Dla wyjaśnienia mikrobloging jest czymś na kształt uzupełniania statusu na gg lub Facebooku, można to robić z komputera lub w tramwaju przez komórkę. Jeśli chcesz wiedzieć co się u niego dzieje zobacz profil Mayera. Jego aktualny update brzmi: „PEOPLE, DO NOT DO THE BROWN DRAMAMINE! THE BROWN DRAMAMINE IS BAD!” (26 marca 10:01 czasu polskiego).

Wracając do pytania. Jenifer miała za złe Mayerowi, że ten nie odzywa się do niej, nie dzwoni, nie pisze (nie kocha;), a sam w najlepsze twitteruje. Aniston nie może znieść faktu, że jest mniej ważna niż jego czytelnicy na Twitterze (followersi). Na dowód prezentuję statystyki Mayera z ilości updateowanych statusuów. John Mayer szybko się uzależnił zważając na fakt, że założyć konto w styczniu tego roku.

Kilka pytań z mojej strony:

1. Czy ktoś mógłby wytłumczyć Aniston, że tweeterowanie nie zajmuje specjalnej uwagi ani czasu, często jest czymś co robi się przy okazji. Swoją drogą może założyć własne konto i wymieniać prywatne wiadomości z Mayerem. Co w tym gorszego od SMSów? Acha no tak, ograniczenie do 140 znaków a w smsie jest 160;)

2. Czy tweeterowanie to „new celebrity thing”? Nowy nałóg? Czy teraz gwiazdy będą mieły do dyspozycji „twitter agentów” od publicity i „twitter rehab”?

3. Czy ona wreszcie sobie znajdzie fajnego chłopaka and marry him? Wczoraj oglądałem „Marley and me”, grała tam żonę Owena Wilsona. Nie wiem dlaczego Jen nie potrafi się podnieść po rozstaniu z Bradem. Tym bardziej, że ktoś kiedyś słusznie powiedział: „wolę hug Jennifer niż wbijać się w kości Angeliny”.

Lekcja na dzisiaj: jeśli jesteś facetem hollywoodzkiej gwiazdy pokroju Jennifer Aniston, która potrzebuje Twojej uwagi, zastanów się czy warto poświęcić Wasz związek na korzyść intensywnego korzystania z narzędzi social media jak Twitter, czy Facebook. Chyba się nie opłaca.

Marzec, 2009

Dokąd zmierza Facebook? Co chce podpatrzeć od Myspace i Twittera?

Gdy Facebook został uruchomiony w 2004 ludzie nie chcieli za bardzo dzielić się online tym co robią w real life. Dlatego Facebook opierał się na podstawowym zdjęciu, informacjach w profilu, faktycznie była to książka adresowa. Mogliśmy dowiedzieć się, kto jest z naszej szkoły, akademika itp. 2005 rok to otwarcie Facebooka poza ramy uczelni amerykańskich. W 2006 roku twórcy FB dodali News Feed o tym co dzieje się u znajomych i opcję dodawania statusu. 2007 rok to uruchomienie platformy obsługującej aplikacje za pomocą otwartego API. Aplikacje pomogły tworzyć content naszych „Aktualności”. 2008 poza zmianami w designie i usablility był o transformacji naszej strony profilowej w jeden wielki WALL. Tą stronę nie odwiedza się już po to, żeby dowiedzieć się kim jestem tylko co robię. Dzisiaj FB to 175 milionowa społeczność. Ponad 50% użytkowników loguje się do serwisu codziennie dodając np. ponad miliard zdjęć miesięcznie!

Kogo podziwiają twórcy Facebooka i za co?

Twittera (platforma microbloggingowa, podobna do polskiego blipa, czy pingera) za to, że łączy ludzi ze sobą w czasie rzeczywistym

Myspace za to, że świetnie wkomponowało marki w rzeczywistość użytkowników.

Facebook chce się uporać z dwoma narastającymi problemami.

1. Jak lepiej umożliwić komunikację między ludźmi, którym na sobie zależy.

2. Jak ulepszyć komunikację pomiędzy podmiotami (organizacje, idole itp) a nami?

Różne potrzeby w kwestii prywatności, różne zestawy Panvitan;)

Facebook pochodzi z czasów skupiania się na prywatności, relacjach między ludźmi, którzy nazywają się znajomymi. Przyszłość to zupełnie różne potrzeby, zarówno te o charakterze relacji zamkniętych i otwartych.

Zupełnie inaczej komunikujemy się ze znajomymi, rodziną, współpracownikami, idolami, markami. Ci z którymi się komunikujemy to osoby ale i organizacje, np. Demokraci. Pierwsi do tej pory mieli profile, drudzy tzw. „strony-pages” (dotyczy nie tylko firm ale i naszych idoli, itp.).

Kierunek na 2009strony będą wyglądać jak nasze profile, czyli będą oparte na streamingu! Do tej pory nie spędzaliśmy zbyt dużo czasu na „pages”, traktowaliśmy je jako swoja wizytówka, czyli to co nas określa. Tymczasem aktywność na tych stronach była niewielka, nieproporcjonalnie niska ilość komentarzy do ilości „fanów”.

Nowa strona główna

Więcej informacji. Lepsze możliwość sortowania informacji w aktualnościach po różnych kryteriach. Dotychczasowe aktualności były podzielone na sekwencje, np. w jednym miejscu „5 Twoich znajomych zmieniło zdjęcia profilowe” (a przecież nie zrobili tego w 1 sekundzie). Nowe aktualności będą bardziej zbliżone do Twittera, czy Blipa, czyli pokazywanie tego co się dzieje w real time. Przeciętny użytkownik Facebooka chce wiedzieć co się dzieje tylko u 5-10% swoich znajomych. Bardzo ciekawe dane na temat tego do ilu znajomych się odzywamy, ilu znajomych komentujemy zdjęcia i do ilu piszemy możecie znaleźć tutaj.

Zmiana w komunikacji między podmiotami a zwykłymi ludźmi. Zwykli ludzie chcą komunikować się ze swoimi znajomymi i odwrotnie. Podmioty (Fan Pages, strony organizacji, firm, marek lub bardzo znanych ludzi) mające liczbę kontaktów idącą w tysiącach mają na celu komunikację bardziej jednostronną.

Spodziewam się fali protestów. Pamiętacie jakie oburzenie powstało przy zmianie wyglądu lub przy aktualizacji Terms of Service (nie przeszła)? Z drugiej strony, świat się zmienia, Facebook musi też.

Luty, 2009

Serwisy społecznościowe nie tylko dla młodych!

Użytkownikami Facebooka stają się coraz bardziej starsi internauci. Inside Facebook, niezależny blog poświęcony platfomie Facebooka podaje, że 45% użytkowników FB mają 26 lub więcej lat. Ponad 25% ma więcej niż 34 lata! Badania dowodzą, że Facebook to nie serwis dla określonej grupy społecznej uzależnionej od wieku, wręcz przeciwnie – z Facebooka się nie wyrasta. Trend dodatkowo jest umacniany przez fakt, że najszybciej rosnącą grupą wśród nowych użytkowników są kobiety powyżej 55 roku życia (175.3% wzrostu od sierpnia 2008).

źródło: eMarketer

źródło: eMarketer

Starsi użytkownicy serwisów społecznościowych ogólnie różnią się od młodszych tym, że nie są tak częstymi odwiedzającymi. Co jeszcze ich różni? Wcale nie tak wiele. Zarówno młodsi jak i starsi są w serwisach społecznościowych z powodów prywatnych, bardzo rzadko biznesowych i to mino istnienia takich serwisów jak LinkedIn, czy Xanga. Tylko 26% dojrzalszych respondentów przyznaje się, że wykorzystuje serwisy społecznościowe do promocji swojej pracy lub do szukania pracy. Z oczywistych dla przeprowadzających badania względów nastolatkowie ta kategoria nie dotyczy nastolatków. Zastanawia mnie natomiast fakt, czy badacze z „Pew” zapytali nastolatków o biznesowe wykorzystanie serwisów społęcznościowych. To jedyne wytłumaczenie dlaczego młodzi nawet w 1 procencie nie są reprezentowani w tych kategoriach. Sam natknąłem się na prezentacje nastoletnich grafików na serwisach typu Flickr, czy DigArt. A co z newsami o których można było przeczytać przed ostatnimi wakacjami, że nastolatkowie zamiast pracować w McDonaldzie w ostatnie wakacje rozwijają biznes w Second Life? Sprzeczność między zdrowym rozsądkiem, a badaniami udostępnionymi przez eMarketer pozostawiam bez wyjaśnienia.

źródło: eMarketer

źródło: eMarketer


Luty, 2009

Reakcja Warner Bros na aferę wokół Christian’a Bale’a

Kilka dni temu wyłapałem na digg’u, historię o Christianie Baleu, który bezlitośnie wyżywa się słownie na jednym z pracowników na planie Terminator Ocalenie. Sprawa wzbudziła wielką sensację. Co prawda tematu nie poruszały opiniotwórcze dzienniki, czy telewizje ale cały internet grzmiał. Film na youtube z całym nagraniem przeklinania Bale’a odnotował ponad 800 000 odsłon do chwili pisania tego postu. Powstały remixy tej wypowiedzi z podkładem muzycznym, na diggu wykopywano posty blogowe broniące Bale’a oraz te, które go szkalują.

Co na to Warner Bros, producent filmu? Opublikowano wypowiedź PRowca firmy, który w bardzo zabawny sposób odnosi się do całego zamieszania. Tłumaczy, że Bale jest groźny. Znany z ról w Batmanie, American Psycho, osobiście dodałbym jeszcze rolę w filmie Harsh Times, z samej definicji jest postacią mroczną i agresywną;) Postraszono wszystkich, którzy źle piszą o Bale’u, samym Bale’em. Moim zdaniem to bardzo dobry zabieg w duchu PRu na miarę społecznych mediów. Typowym zachowaniem byłoby pominięcie całej afery i nieprzejmowanie się tym co piszą internauci. Tego ruchu nie można jednak zmarginalizować. Szkoda, że tej lekcji nie odrobił kiedyś TVN, gdy do internetu przeciekło nagranie jak Tomasz Lis wyrzywa się na jednym z pracowników stacji. Pewnie dzisiaj byłoby już po sprawie;)

Luty, 2009

Kto używa serwisów społecznościowych?

Emarketer opublikował kilka dni temu dane na temat tego, kto używa serwisów społecznościowych w USA. Wynika z nich, że od 2005 roku liczba dorosłych, którzy posiadają profil na przynajmniej jednym portalu społecznościowym wzrosła 4 krotnie z 8% do 35% (zgodnie z badaniami przeprowadzonymi w okresie listopad-grudzień 2008 przez Pew Internet & American Life Project).

Źródł eMarketer.com

Źródł eMarketer.com

Zaskakujący jest fakt, że mężczyźni i kobiety w równym stopniu korzystają z portali społecznościowych. Do tej pory to kobiety wiodły prym w zakładaniu kont. Najaktywniejszą grupą użytkowników są młodzi dorośli poniżej 24 roku. Trend ten wskazuje, że liczba użytkowników będzie wzrastała z każdym rokiem, gdy nowi 18-latkowie będą ujmowani w statystykach. Pozostaje pytanie, czy obecni młodzi pozostaną na zawsze związani z tego formą aktywnością w internecie?

Raport uwzględnił tylko tych, którzy założyli i utrzymują swoje konta na portalach społecznościowych. Potencjalna publiczność jest jednak dużo większa. Według comScore World Metrix aż 70,2% Amerykanów powyżej 15 roku życia ma kontakt z serwisami społecznościowymi (osoby odwiedzające bez własnych kont zostali również uwzględnieni).

Jak sytuacja wygląda poza USA?

Jak odnieść powyższe dane do sytuacji w Polsce? 14 milionów użytkowników n-k to lekka przesada. Choć n-k różni się technologicznie od Facebook’a, a Goldenline odbiega od LinkedIn, penetracja rynku w krajach bardzo rozwiniętych i tych trochę słabiej jest bardzo zbliżona.

Wiemy jedno. Portale społecznościowe to nie moda, to trend, który na stałe zagościł w internecie. Czy problem monetyzacji, który nadal pozostaje nierozwiązany jest tylko kwestią skali i zniknie gdy np. 50% dorosłych będzie miało własne konta w serwisach społecznościowych?

Styczeń, 2009

Czym różni się Tusk od Obamy po wygranych wyborach

Jestem jednym z 4 704 766 fanów Obamy na Facebooku.

Żródło: techPresident.com

Żródło: techPresident.com

17 stycznia otrzymałem wiadomość:

I have some exciting news to share about the future of this grassroots movement.

I recorded a personal message for you. Please take a minute to watch the video:

http://my.barackobama.com/thefuture

What you built can’t stop now. Together with our partners at the Democratic National Committee and its new chairman, Governor Tim Kaine, this movement will continue organizing and bringing new people into the political process.

The challenges facing our country are too great, and our journey to change America is just beginning.

I look forward to working side-by-side with you in the months and years ahead.

Thanks,

Barack

Po kliknięciu linka przenosimy się na stronę, gdzie znajdziemy wideo w którym Obama dziękuje za „naszą” pomoc. Wartość jaką tworzy ruch, który powstał podczas kampanii prezydenckiej jest nie do przecenienia.

Mimo, że sam jestem częscią tego ruchu, nigdy nie przyszło mi do głowy, że po tym jak Obama wygra, będzie jeszcze od nas czegoś chciał. Może to moje przyzywczajenie do polskich zwyczajów. Coś podobnego, chociaż na znacznie mniejszą skalę, przeżyłem podczas ostatnich wygranych wyborów PO. Ja i moi znajomi wysyłaliśmy smsy mobilizujące do wzięcia udziału w wyborach, zmienieliśmy nasze zdjęcia profilowe w n-k na logo platformy, wreszcie zgromadziliśmy się na wiecu PO podczas ogłoszenia wstępnych wyników wyborów. W powietrzu czuło się energię, emocje. Razem z innymi czuliśmy, że tworzy się historia. I co? I nic.

Owszem, Obama korzystał ze społecznych mediów, a Tusk mniej. Choć była jedna iskierka nadzieji. Michał Jaros, najmłodszy poseł PO prowadził aktywną kampanię na YouTube. Zaglądam tam dzisiaj i widać, że nic od kampanii się nie zmieniło. Słomiany zapał czy koniunkturalizm?

Odkąd Obama objął fotel prezydenta USA minął zaledwie tydzień. Jest już zapowiedź budowania ruchu „Organizing for Americaę opartego na Facebookowych, Myspaceowych fanach oraz Twitterowych followersach.

Teraz proponuję zamknąć oczy i wyobrazić sobie polskiego prezydenta, który po ważnym wydarzeniu słyszy od swojego doradcy: „Panie prezydencie, czas na Pańskie wystąpienie do użytkowników Naszej Klasy, kamera gotowa”. A prezydent na to: „jestem gotowy, mam tylko nadzieję, że pilnujesz mojego konta na Blipie…”.

Styczeń, 2009

Żyjemy w erze informacji, co się wydarzy do 2015 roku?

W sieci pojawiła się zaktualizowana wersja filmu EPIC 2014 . To próba zmierzenia się z tematem tego skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy w cyfrowej rewolucji.

Czy dziesięt lat temu ktokolwiek z Was przewidywał, że internet będzie odgrywał tak dużą rolę w naszym codziennym życiu? Mając świadomość jak wiele zmieniło się do dzisiaj w tym co nazywamy nowymi technologiami, trudno być prorokiem i próbować odpowiedzieć na pytanie: co dalej?

W dobie słabnących tradycyjnych mediów wiemy, że rozwój internetu na bezprecedensową skalę to prawie pewnik. Czy wielcy gracze: Amazon, Google, Facebook, MSN złączą siły aby NAPRAWDĘ nas poznać, nasze zwyczaje, potrzeby, nasze życie? Czy razem z korporacjami będziemy tworzyć od zera nowe produkty? Czy podzielą się z nami zyskiem? Jak będzie wyglądała walka nowych mediów z tradycyjnymi? Czy wyrośnie z niej trzeci gracz – ja? „Ja” w wersji NO LOGO, „ja” w klimacie nadających przez CB RADIO, tworząc autentyczny, własny geolokalizowany i targetowany w moją sieć kontaktów kanał. Zobaczcie sami.

Styczeń, 2009

Tylko 16% internautów ufa firmowym blogom

Blogi zmienią Twój biznes
W ostatnim poście poruszyłem problem zaufania konsumentów w kontekście pozyskiwania informacji o produkcie lub usłudze. Podchodząc do tematu szerzej warto zadać sobie pytanie – jakie jest zaufanie internautów do różnych źródeł informacji? Z najnowszych badań wynika, że firmowe blogi są najmniej rzetelnym źródłem wiedzy. Internauci ufają bardziej firmowym profilom na serwisach społecznościowych niż korporacyjnym weblogom! Czy w takim razie firmy powinny porzucić modne ostatnio w ich środowisku blogowanie?
Zaufanie użytkowników do źródeł informacji

Internauci nie lubią gdy traktujemy kanały społecznych mediów jak narzędzia do uprawiania autoreklamy. To samo tyczy się blogów. Podobny temat porusza Dominik Szarek w swoim poście o redakcyjnym blipowaniu. Czy da się zrobić coś aby firmowe blogi były bardziej godne zaufania? Oczywiście, że tak. Należy jednak pamiętać o kilku rzeczach.

1. Ludzie nie ufają korporacjom dlatego nie lubią korporacyjnych blogów.
2. Blogi nie budują zaufania tylko ludzie, którzy za nimi stoją.
3. Nie staraj się pisać wciąż o swojej firmie, skup się na swoich klientach.
4. Nie bój się krytycyzmu, nie wprowadzaj cenzury. Każda uwaga Twoich klientów jest na miarę złota. Pozwoli Ci lepiej odpowiedzieć na ich potrzeby.
5. Jeżeli wizerunek Twojej firmy na blogu różni się od faktycznych działań Twojej firmy, pamiętaj, że klienci to zauważą i zweryfikują.

Żeby nie brzmieć zbyt teoretycznie podam przykład firmy General Motors. Nawet taki moloch może blogować w ludzkim języku. Blog Fast Lane po prostu dobrze się czyta. Bob Lutz (vice chairman for product development w GM od 2001 roku) pisze z pasją i z sercem. Internauci to doceniają. Blog FastLane nie zrewolucjonizował GM. Nie pozwolił uchronić koncernu przed kryzysem finansowym, nie sprawił, że GM jest tak konkurencyjne jak japońskie marki samochodów ale jego posty są na jednych z pierwszych miejsc w Google na ważne słowa kluczowe związane z modelami samochodów GM. GM może szybciej niż wcześniej reagować na krytycyzm, nowości. Jest bliżej swoich klientów, a to się najbardziej liczy. To jest myślenie na miarę społecznych mediów.

Jakie jest Twoje zdanie? Czy uważasz, że firmowe blogi mogą być godne zaufania?

Styczeń, 2009

Marketing kontra społeczności: kto komu ufa?

Dominik Kaznowski porusza na swoim blogu temat marketingu w społecznych mediach. Słusznie zwraca uwagę na to, że portale społecznościowe mają problem z monetyzacją. Polska nie jest wyjątkiem. Światowe potęgi takie jak Facebook, czy Myspace mają mizerne wyniki netto w porównaniu do ich wyceny. Kaznowski stawia tezę, że wynika to z braku zaufania marketerów i mediaplannerów do społecznościowych nowinek. Załóżmy przez chwilę, że żyjemy w nieodległej przyszłości, a środowisko reprezentujące reklamodawców uwierzyło w siłę społecznych mediów i chce poważnie w nich zaistnieć. Co dalej? Co z zaufaniem społeczności do marketingu kierowanego w jej stronę?

Konsument jest wyposażony w filtry antyspamowe, blockery pop-up. Spędza dużo czasu w swoim ulubionym serwisie społecznościowym (mój to Facebook ze swoją bezinwazyjną formą reklamy) po to, żeby uciec od męczących toplayerów. Tego typu reklama przeszkadza w miłym spędzaniu czasu na społecznościówkach. Jaka jest wartość takiej reklamy? Czy marketer myśli, że użytkownicy są tak głupi i uznają produkt za wartościowy? Jak mogą zaufać takiej reklamie?

W 2004 roku Forroster Research sporządziło raport o dużo mówiącym tytule: „Sprzeciw konsumenta wobec reklamy”. Podsumowanie przedstawia się tak:

Konsumenci czują się przytłoczeni inwazyjnymi i nieadekwatnymi reklamami. Wynik: sprzeciw wobec reklamy – manifestuje się poprzez popularność list do-not-call, filtrów spamowych, adblockerów, i pomijaniu reklam na DVR. Kampanie marketingowe przyszłości muszą ułatwiać konsumentom poszukiwanie informacji, wykraczając poza brand promises (synonim „brand experience) znane z tradycjnej formy reklamy.

Komu ufają konsumenci?

Jakie są z tego wnioski? Dwa podejścia:

  • Treść reklamy musi być na tyle interesująca aby konsumenci się nią ze sobą nawzajem dzielili
  • Klient musi mieć na tyle dużo informacji aby móc oszacować wartość produktu i sam podjąć świadomą decyzję

Pamiętajmy, że word of mouth (przekazywanie informacji z osoby na osobę) jest uznawany za najbardziej godną zaufania formą pozyskiwania informacji. Aby nasza reklama przedarła się przez szum codziennych przekazów reklamowych stawiajmy na zaufanie.

Wróćmy do tego co napisał Kaznowski „w społecznych mediach lepiej radzi sobie PR niż reklama”. Zakładając, że typowa reklama w znaczeniu klasycznym (komunikowanie do potencjalnego klienta) nie przynosi pożądanych efektów, a gracze zastosują podejście oparte na słuchaniu, reagowaniu, energetyzowaniu społeczności (przykład kampanii AXE opisanej przez Arviinda Juneja), czy możemy nadal mówić o reklamie, czy może wchodzimy w pole budowania wizerunku firmy – PR?

Styczeń, 2009

Obama Cię usłyszy dzięki społecznym mediom

Share your ideaShare your idea – Źródło: Change.gov

Paweł Iwaniuk poruszył temat amerykańskich polityków i wykorzystania przez nich kanałów społecznych mediów, mianowicie YouTube. Zgadzam się z nim, że to dobry sposób na dotarcie do internautów ale nie jedyny.

Barack Obama wygrał ostatnie wybory na prezydenta USA z wielu powodów. Jednym z nich, moim zdaniem najważniejszym, było wykorzystanie pełnego spectrum społecznych mediów. Pisałem o tym w jednym z wcześniejszych postów. Po serwisie informacyjnym BarackObama.com, gdzie można znaleźć odniesienie do wszysktich narzędzi społecznych mediów jakie wykorzystywał oraz po własnym serwisie społecznościoym My.BarackObama.com, nastał czas na Change.gov. Obserwuję tą stronę od listopada 2008 roku. Wciąż ewoluuje.

Strona Change.gov była na początku miejscem, gdzie można znaleźć informacje o całym harmonogramie dnia Obamy oraz jego pomysłach na prezydenturę. Samo komunikowanie, otwartość i przejrzystość to zaledwie element charakterystyki społecznych mediów. Na szczęście zespół Obamy nastawił się na słuchanie.

Prawdopodobnie pomysł został ściągnięty z My Starbucks Idea o którym swego czas było bardzo głośno. Starbucks dostarczył swoim klientom platformę, która pozwala im dodawać i poddawać głosowaniu pomysły na ulepszenie Starbucks. Wiele z nich zostało wcielonych w życie.

Aby tego rodzaju rozwiązanie miało sens muszą zostać spełnienione 2 warunki:

1) każdy musi widzieć listę wszystkich pomysłów, sugestii oraz mieć możliwość ich komentowania i oceniania

2) firma powinna reagować na insight, brać pomysły pod rozwagę, zdawać relację z ich realizacji

Mam wrażenie, że sztab Baracka dokładnie do robi. Strona jest bardzo przejrzysta, znajduje się na niej sporo treści stworzonej przez użytkowników. Aplikacja spełnia również drugi warunek. Zostajemy poinformowani, że nasze komentarze zostaną WYSŁUCHANE!

Warto zobaczyć wideo:

Styczeń, 2009

Słuchaj swoich klientów

Dlaczego się boisz?

Źródło:Flickr

Mimo wszelkich znaków na niebie dających wyraźnie do zrozumienia, że internet będzie odgrywał coraz większą rolą w tworzeniu wizerunku marki, wiele firm boi się „angażować” w dialog z konsumentem przez internet. Ograniczają się do jednostronnej komunikacji. Co ich powstrzymuje?

Wyobrażam sobie taką argumentację:

„Wolę prowadzić PR w starym stylu. Inwestuję w reklamę w prasie, telewizji, radiu. Znam ludzi, którzy mają wpływ na to co publikują gazety i magazyny oraz takich, którzy są odpowiedzialni za programy w telewizji i radio. Utrzymuję z nimi dobre relacje. Zatrudniam rzecznika prasowego i kilka PR-owców, którzy pomagają tworzyć mój wizerunek i bronić go w momencie, kiedy zostaje nadszarpnięty. Zlecam badania marketingowe aby zbadać jakie są potrzeby rynku. W internecie mam oficjalną stronę firmy. Można się z niej wiele dowiedzieć.

Po co mam się angażować w społeczne media? Co jeśli będą źle mówić o mojej marce?”

Odpowiedź jest prosta:

„Oni już to robią. Po prostu tego nie słyszysz.”

Lekcja pierwsza – słuchaj swoich klientów

Słuchać można na wiele sposobów. Popularne są ankiety, sondy telefoniczne, a nawet kosztowne grupy focusowe. Co jeszcze można zrobić? Masz sklep internetowy? Internauci blogują o twojej obsłudze klienta i szybkości dostawy. Jesteś producentem/dystrybutorem określonej marki sprzętu elektronicznego? Na forach klienci porównują Twój asortyment z konkurencją. Oczywiście analizowanie wszystkich opinii w internecie niesie za sobą pewien stopień fałszu. Nie słyszysz wszystkich swoich klientów, tylko tych, którzy chcą o Tobie rozmawiać. Najprostrzy sposób aby się dowiedzieć co złego mówią o Twojej marce to wpisanie w wyszukiwarce blogów nazwę swojego produktu wraz z inwektywą. Do szerszego analizowania społecznych mediów można zatrudnić specjalizującą się w tym firmę. A tych jest na polskich rynku coraz więcej. Dysponowanie wiedzą o tym kim są Twoi klienci i co myślą o Twojej marce pozwoli Ci dostosować swoją strategię.

Mini Cooper: przykład monitoringu marki

Sommer 180°

Małe, gustowne, trendy auta zalewają rynek po ogromnym sukcesie nowego MINI w 2001. Jak utrzymać rosnącą sprzedaż 5, 6 lat od premiery samochodu? Firma British Motor Corporation postanowiła posłuchać co o niej mówią aby dopasować strategię promocji. Zatrudniła do tego agencję „Butler, Shine, Stern & Partners„. Okazało się, że klienci MINI generują dużo więcej ruchu w internecie niż klienci konkurencyjnych marek w tym segmencie. Klienci wyrażali się pozytywnie marce MINI w 4 na 5 komentarzach. Posiadacze tego samochodu uważali się za członków ekskluzywnego „klubu”. W stosunku do posiadaczy samochodów innych marek dużo bardziej rekomendowali swoim znajomym kupno podobnego samochodu. Dodatkowo profil społeczno technograficzny w tym segmencie charakteryzował się wysokim odsetkiem „twórców” i „krytyków”.

Pofil społeczno technograficzny w segmencie MINI

Źródło: Amazon

Wyniki badań skłoniły marketingowców do radykalnych wniosków: w promocję należy skierować do właścicieli Mini, a nie do potencjalnych kupców. To nietypowe zagranie. Każdy pozyskany klient kosztuje. Konsumuje przecież gwarancję serwisową. Po co wydawać na niego więcej? W ten sposób rozumują np. sieci telefonii komórkowych w Polsce;) Po to, żeby posiadacze MINI byli zadowoleni i jeszcze bardziej chwalili swoim znajomym markę, którą wybrali. Firma przedsięwzięła poważne kroki w tym kierunku. Wysyłano właścicielom specjalne dekodujące klucze, dzięki którym tylko oni mogli odczytać informacje w internecie. Zorganizowano rajdy Mini w całych stanach. W przeciągu roku uczestnicy zamieścili 21 tysięcy zdjęć na Flickr oraz 8 tysięcy filmów na YouTube z tych wydarzeń.

Samochody Mini nadal sprzedają się świetnie. Nigdy nie dowiemy się jaki był wpływ strategii, którą obrała marka Mini, ponieważ ciężko to zbadać. Z drugiej strony pojawia się coraz więcej dowodów na to, że „internetowy buzz” (brak polskiego odpowiednika) przekłada się bezpośrednio na sprzedaż.

Newer Posts
Older Posts