John Mayer i Jen AnistonStało się. O amerykańskim serwisie mikrobloggingowym (odpowiednik polskiego blipa, pingera, itp.) piszą już nie tylko serwisy z branży technologicznej i marketingowej ale również media plotkarskie! Dlaczego?

John Mayer, mój ulubiony male singer USA młodego pokolenia, jest aktywnym użytkownikiem Twittera. Dla wyjaśnienia mikrobloging jest czymś na kształt uzupełniania statusu na gg lub Facebooku, można to robić z komputera lub w tramwaju przez komórkę. Jeśli chcesz wiedzieć co się u niego dzieje zobacz profil Mayera. Jego aktualny update brzmi: „PEOPLE, DO NOT DO THE BROWN DRAMAMINE! THE BROWN DRAMAMINE IS BAD!” (26 marca 10:01 czasu polskiego).

Wracając do pytania. Jenifer miała za złe Mayerowi, że ten nie odzywa się do niej, nie dzwoni, nie pisze (nie kocha;), a sam w najlepsze twitteruje. Aniston nie może znieść faktu, że jest mniej ważna niż jego czytelnicy na Twitterze (followersi). Na dowód prezentuję statystyki Mayera z ilości updateowanych statusuów. John Mayer szybko się uzależnił zważając na fakt, że założyć konto w styczniu tego roku.

Kilka pytań z mojej strony:

1. Czy ktoś mógłby wytłumczyć Aniston, że tweeterowanie nie zajmuje specjalnej uwagi ani czasu, często jest czymś co robi się przy okazji. Swoją drogą może założyć własne konto i wymieniać prywatne wiadomości z Mayerem. Co w tym gorszego od SMSów? Acha no tak, ograniczenie do 140 znaków a w smsie jest 160;)

2. Czy tweeterowanie to „new celebrity thing”? Nowy nałóg? Czy teraz gwiazdy będą mieły do dyspozycji „twitter agentów” od publicity i „twitter rehab”?

3. Czy ona wreszcie sobie znajdzie fajnego chłopaka and marry him? Wczoraj oglądałem „Marley and me”, grała tam żonę Owena Wilsona. Nie wiem dlaczego Jen nie potrafi się podnieść po rozstaniu z Bradem. Tym bardziej, że ktoś kiedyś słusznie powiedział: „wolę hug Jennifer niż wbijać się w kości Angeliny”.

Lekcja na dzisiaj: jeśli jesteś facetem hollywoodzkiej gwiazdy pokroju Jennifer Aniston, która potrzebuje Twojej uwagi, zastanów się czy warto poświęcić Wasz związek na korzyść intensywnego korzystania z narzędzi social media jak Twitter, czy Facebook. Chyba się nie opłaca.