Jestem jednym z 4 704 766 fanów Obamy na Facebooku.

Żródło: techPresident.com

Żródło: techPresident.com

17 stycznia otrzymałem wiadomość:

I have some exciting news to share about the future of this grassroots movement.

I recorded a personal message for you. Please take a minute to watch the video:

http://my.barackobama.com/thefuture

What you built can’t stop now. Together with our partners at the Democratic National Committee and its new chairman, Governor Tim Kaine, this movement will continue organizing and bringing new people into the political process.

The challenges facing our country are too great, and our journey to change America is just beginning.

I look forward to working side-by-side with you in the months and years ahead.

Thanks,

Barack

Po kliknięciu linka przenosimy się na stronę, gdzie znajdziemy wideo w którym Obama dziękuje za „naszą” pomoc. Wartość jaką tworzy ruch, który powstał podczas kampanii prezydenckiej jest nie do przecenienia.

Mimo, że sam jestem częscią tego ruchu, nigdy nie przyszło mi do głowy, że po tym jak Obama wygra, będzie jeszcze od nas czegoś chciał. Może to moje przyzywczajenie do polskich zwyczajów. Coś podobnego, chociaż na znacznie mniejszą skalę, przeżyłem podczas ostatnich wygranych wyborów PO. Ja i moi znajomi wysyłaliśmy smsy mobilizujące do wzięcia udziału w wyborach, zmienieliśmy nasze zdjęcia profilowe w n-k na logo platformy, wreszcie zgromadziliśmy się na wiecu PO podczas ogłoszenia wstępnych wyników wyborów. W powietrzu czuło się energię, emocje. Razem z innymi czuliśmy, że tworzy się historia. I co? I nic.

Owszem, Obama korzystał ze społecznych mediów, a Tusk mniej. Choć była jedna iskierka nadzieji. Michał Jaros, najmłodszy poseł PO prowadził aktywną kampanię na YouTube. Zaglądam tam dzisiaj i widać, że nic od kampanii się nie zmieniło. Słomiany zapał czy koniunkturalizm?

Odkąd Obama objął fotel prezydenta USA minął zaledwie tydzień. Jest już zapowiedź budowania ruchu „Organizing for Americaę opartego na Facebookowych, Myspaceowych fanach oraz Twitterowych followersach.

Teraz proponuję zamknąć oczy i wyobrazić sobie polskiego prezydenta, który po ważnym wydarzeniu słyszy od swojego doradcy: „Panie prezydencie, czas na Pańskie wystąpienie do użytkowników Naszej Klasy, kamera gotowa”. A prezydent na to: „jestem gotowy, mam tylko nadzieję, że pilnujesz mojego konta na Blipie…”.