Tygodnik ‚Time” przyznał Markowi Zuckerbergowi nagrodę człowieka roku. „The Social Network” jest uznawany za jeden z najciekawszych filmów tego roku. Jaki jest naprawdę twórca Facebooka i przed jakimi wyzwaniami stoi?

Mark jest z mojego rocznika. Urodził się w 1984 roku. Nie jest jedynym 26 latkiem, któremu w tak młodym wieku udało się zbudować wpływowy serwis społecznościowy. W Polsce mamy podobne historie, choć na lokalną skalę. Mariusz Gralewski (twórca Goldenline) i Maciej Popowicz (założyciel Naszej Klasy) urodzili się w tym samym roku. Gwiazda Zucka świeci jednak najjaśniej. Jego platforma zmieniła nie tylko nasze przyzwyczajenia w sieci, ale oblicze całego internetu. Warto zatrzymać się i zobaczyć co gryzie Marka Zuckerberga.

Zuckerberg to człowiek paradoksu

Twórca platformy, którą połączyła ludzi na całym świecie, jest dzisiaj na językach wszystkich. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu miał problem z dołączeniem do klubów na Harvardzie (elitarnych organizacji, stowarzyszeń studenckich). Dzisiaj sam decyduje o tym na jakich zasadach łączymy się w sieci i poznajemy nowych ludzi.

Kopiowanie pomysłów

Bardzo często słyszymy jak użytkownicy zarzucają lokalnym serwisom społecznościowym (Grono, Goldenline, czy NK), że wprowadzają funkcjonalności prosto z Facebooka. Tymczasem Zuckerberg nie ukrywa, że sam czerpie inspiracje z innych serwisów. Mechanizm „lubię to” jest zaczęrpnięty z Digg.com, podejście do wyświetlania treści w real time jest mocno wzorowany rozwiązaniami z Twittera, a nowy produkt „Places”, który nie wszedł jeszcze do Polski, jest bezpośrednio zaimportowany z Foursquare.

Podejście do prywatności

Jestem na Facebooku od prawie czterech lat (można to sprawdzić za pomocą aplikacji When did you join? – polecam). Pamiętam jak Facebook przekonał wówczas studentów dojrzałym podejściem do kwestii prywatności. W tych czasach królowały serwisy takie jak Bebo i Myspace – bezwstydnie publiczne. Właśnie dzięki temu, że czuliśmy się bezpieczni w zamkniętych sieciach znajomych, odważyliśmy się po raz pierwszy w internecie podać nasze prawdziwie imię, nazwisko i inne informacje o nas. Dzisiaj profile użytkowników są domyślnie bardzo publiczne (zapraszam do przejrzenia ewolucji podeścia FB do tego zagadnienia), a sam Zuckerberg ogłasza „koniec ery prywatności”.

Czarny charakter

Ksiązki, film czy nadchodzący serial telewizyjny budują w nas przekonanie, że Zuckerberg jest wyrachowanym i przebiegłym człowiekiem. Coś jednak psuje ten obraz. Mark pracuje biurko w biurko ze swoimi pracownikami (Facebook został ostatnio ogłoszony najbardziej przyjaznym miejscem dla pracowników). Zuckerberg dołącza również do filantropów takich jak Bill Gates i Warren Buffets zgadzając się na przekazanie 50% swoich pieniędzy na cele charytatywne.

Na czym zarabia Zuck?

Od lat krąży opinia, że serwisy społecznościowe są bardzo drogie w utrzymaniu, a u ich podstawy nie leżą stabilne modele biznesowe. Bardzo niewiele informacji pojawia się na rynku o sytuacji finansowej Facebooka. W 2007 roku mówiono o 150 milionach dolarów przychodów, w 2008 podwojono je do 300 milionów, a rok 2009 (wtedy po raz pierwszy przychody przewyższyły koszty) przyniósł 800 milionów dolarów. W tym roku mówi się o przychodach na poziomie 2 miliardów dolarów. Pamiętajmy, że ten wzrost pokrywa się mniej więcej z rosnącą bazą użytkowników (275 milionów w zeszłym roku, dziś ponad 575 milionów).

Reklama

Skąd przychody? Z dwóch źródeł: reklama i wirtualna waluta. Tak, reklama. Mimo, że specjaliści od Social Media Marketingu udowadniają na każdej konferencji, że reklama przestaje działać, właśnie ten model stoi u podstaw przychodów Facebooka. Ale nie jest to typowa reklama znana z portali informacyjnych. Marketerzy są wyposażeni w zaawansowany panel z dużą możliwością targetowanie przekazu reklamowego. Średni koszt kliknięcia Social Ads w USA sięga już 1 dolara. Droższe formaty reklamowe (Engagement Ads) wymagają minimalnego budżetu w USA w wysokości 50 000 dolarów za kampanię (w Polsce około 5 tysięcy euro).

Wirtualna waluta

Zuckerberg stara się rozwijać wirtualną walutę. W pierwszej kolejności kładzie nacisk na popularyzację własnego rozwiązania poprzez dogadanie się z obecnymi dostawcami aplikacji na Facebooku do korzystania ze wspólnej waluty o nazwie Facebook Credits. Jeżeli ten standard się przyjmie możemy śmiało podejrzewać, że waluta wyjdzie poza ramy aplikacji typu Social Games i będzie używana w e-commerce poza Facebookiem i na różnych platformach (np. platformach mobilnych).

Estymacja wartości

W telewizji Bloomberg pojawiły się ostatnio przewidywania, że Facebook osiągnie w 2015 roku przychody na poziomie 27 miliardów dolarów rocznie (odpowiedni 25 miliardów z reklamy i 5 miliardów z Facebook Credits). Zgodnie z tą estymacją serwis osiągnąłby wartość 200 miliardów dolarów (z niecałych 60 miliardów $ dzisiaj) i stałby się jednym z najwyżej wycenianych przedsiębiorstw na świecie. Już w tej chwili Mark Zuckerberg plasuje się na 35-tym miejscu najbogatszych ludzi na świecie wyprzedzając np. Steva Jobsa.

Jaka jest przyszłość Facebooka?

Mark musi zmierzyć się z pytaniem co chce robić z informacjami o użytkownikach. Czy będzie wyciągać konsekwencje w stosunku do dużych developerów aplikacji na Facebooku, którym udowodniono dzielenie się informacjami z agencjami reklamowymi? Czy wyposaży Facebookowiczów w bardziej zaawansowane narzędzia pozwalające posiąść wyższą kontrolę nad tym w jaki sposób dzielimy się informacjami o nas z podmiotami zewnętrznymi? Jeżeli powstrzyma się od łatwej monetyzacji tych informacji poprzez jej pośrednią sprzedaż, może odzyskać nasze zaufanie i stać się ich powiernikiem, jak banki dla naszych pieniędzy. Mógłby wtedy zarabiać na tym, że sklepy takie jak np. Amazon sprzedają więcej, ponieważ mogą bardziej dopasować swoją ofertę do klientów na podstawie takich informacji (Amazon już wprowadził podobne rozwiązanie). Alternatywą jest również wirtualna waluta, która na bardziej rozwiniętych technologicznie rynkach jak Japonia pozwala na bardzo przyzwoite zyski.

Zasięg na świecie

Czy Zuckerberg zdoła zwojować Facebookiem cały świat? Z roku na rok powiększa się liczba krajów, gdzie Facebook jest najpopularniejszym serwisem społecznościowym. W tym roku do tych krajów dołączyła Polska. Jak Zuckerberg poradzi sobie z rozwojem na rynkach takich jak Chiny? Czy zrobi to lepiej niż Google? Przypomnijmy, że po kompromisowym obiniżeniu standardów przejrzystości przez Google (zgoda na cenzurę), firma popisowo wycofała się z tego rynku. Dzisiaj Zuckerberg odwiedza Chiny, siedzibę największej wyszukiwarki chińskiej Baidu. Czy Mark zamierza wejść na ten rynek?

Lojalność użytkowników

Wreszcie największym problemem dla Zuckerberga w moim przekonaniu może być paradoksalnie utrzymanie użytkowników, a przede wszystkim ich wysokiego zaangażowania. Problem mniej dotyczy nowych użytkowników, ale raczej tych którzy dołączyli do niego kilka lat temu. Przerośnięte listy znajomych, skomplikowane ustawienia prywatności i zwykłe znużenie sprawiają, że coraz częściej słyszę o poszukiwaniu alternatywy wśród early adopters.

Mark Zuckerberg zaprzeczył prawom fizyki. Zgodnie z nimi krzywa popularności wszystkich serwisów społecznościowych po wystrzeleniu w górę zaczyna spadać w dół (Classmates, Friendster, Myspace, Nasza Klasa, Fotka, Epuls). Właśnie dzięki niemu możemy powiedzieć, że serwisy społecznościowe nie są okresową modą. Przyszłość Facebooka wygląda bardzo optymistycznie, ale zmienić się może jeszcze bardzo wiele. Jeszcze 15 lat temu w USA można było postawić znak równości między AOL a internetem. 7 lat temu miejsce AOL zajęło Google. Dzisiaj to informacje znajdują nas, a wyszukiwanie wydaje się relatywnie tracić na znaczeniu. Czy najbliższe lata będą należeć do Facebooka? Pewnie tak, ale nie można sobie wyobrażać, że to już koniec ewolucji i Facebook będzie dominantem na tym rynku za 10 lat.